Duchowość w terapii osób uzależnionych

Duchowość w terapii osób uzależnionych

Duchowość w psychoterapii osób uzależnionych od alkoholu odkąd tylko pamiętam, zawsze była traktowana po macoszemu i nie jest to zresztą tylko moja opinia. Tworzy to swoisty paradoks, biorąc pod uwagę fakt, że w naszym kraju obecnie 92% dorosłych Polaków deklaruje wiarę w Boga.[1] Paradoks jest tym większy, że zarówno psychologia jak i psychoterapia to dziedziny, które już w swojej nazwie odwołują się do duszy człowieka (gr. psyche – dusza). Ponadto współczesna psychoterapia uzależnień obficie czerpie z dorobku filozofii Anonimowych Alkoholików, a dokładnie z programu Dwunastu Kroków, który jest przecież programem duchowym. Cóż więc stoi na przeszkodzie, że w profesjonalnej psychoterapii osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych tak mało, albo wręcz wcale nie poświęca się uwagi duchowemu wymiarowi człowieka? Przyczyn jest bynajmniej kilka.

Główny kłopot polega na tym, że ciągle wzrasta sekularyzacja życia przeciętnego polaka. Wracając do przedstawionych wyżej badań swoją religię praktykuje mniej, więcej ok. 50% polaków, zaś co 8. w ogóle nie praktykuje. Po za tym coraz bardziej religijność nie koniecznie jest równoznaczna z duchowością, okazuje się bowiem, że dzisiejszych czasach dla dużej części społeczeństwa są to dwie różne postawy duchowe[2], co dodatkowo komplikuje całą sprawę.

Tu zatem rysuje się zasadniczy problem z duchowością w psychoterapii osób uzależnionych, bowiem psyche – dusza ludzka jest różnie definiowana, a w niektórych dziedzinach nauki wręcz neguje się jej istnienie. Nie wdając się tutaj w dywagacje czym jest dusza człowieka (o tym może innym razem), warto zwrócić uwagę na dwa przeciwstawne bieguny tego, co w psychoterapii nazywamy duchowością. Z jednej strony, głównie pod wpływem poglądów Zygmunta Freuda przyjęto założenie, zgodnie z którym wszelkie doświadczenia duchowo-religijne mogą być wyjaśnione przez psychologię i psychiatrię. Freud uważał bowiem, że źródłem religijności człowieka są jego lęki, zaś postać dobrego Boga Ojca ma być na nie lekarstwem. Można zatem psychologicznie uzasadnić mit boga, a psychologia, filozofia czy inne nauki w zupełności mogą zastąpić religię.[3] Wielu terapeutów i psychoterapeutów poszło w tym kierunku, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Piszę to, mając świadomość, że sam przez długi czas uważałem, że rozwiązaniem problematyki uzależnienia człowieka jest, li tylko uporanie się z przeróżnymi (w zależności od „wyznawanej” koncepcji psychoterapii) mechanizmami jego choroby.

Równolegle do psychoanalitycznego rozumienia duchowości człowieka rozwijała się druga, niejako konkurencyjna opcja wyjaśniania bolączek duchowych, a mianowicie koncepcja teologiczna. Księża i katecheci widząc – i skądinąd trudno im się dziwić – jakie niebezpieczeństwa niosą antyreligijne poglądy Freuda i gnostyckie Junga, robili wszystko, by zniechęcić swoich penitentów do korzystania z psychoterapii. Ci bowiem uważali, że jedynym Lekarzem i Tym, który uzdrawia jest Jezus Chrystus i tylko praca nad pogłębianiem własnej wiary i relacji z Bogiem gwarantuje zdrowie i pokój duszy. Jednym słowem kozetka i konfesjonał przez lata były symbolami dwóch zwalczających się obozów i jak to bywa ze skrajnościami, jedni i drudzy redukowali w człowieku możliwości zrozumienia siebie i otaczającego ich świata.[4]

Na całe szczęście z końcem ubiegłego wieku obydwa obozy zaczęły szukać porozumienia i dziś już można spotkać zarówno księży polecających psychoterapię, jak i psychoterapeutów zalecających korzystanie z sakramentów świętych. Jedno drugiego nie wyklucza, a wręcz u większości pacjentów staje się koniecznością połączenie doświadczeń psychoterapeutów z łaską Bożą (jakkolwiek tego Boga pojmujemy). Nawet sam prof. C.G. Jung zalecał swoim pacjentom, by obficie korzystali z sakramentów, które oferuje im wyznawana przez nich religia. Szczególnie jest to ważne w naszej kulturze, gdzie jak już wspomniałem tylko 8% osób deklaruje się jako ateiści i agnostycy, ale co ciekawe – i Ci odkrywają swoją duchowość. Jest to niewątpliwie wynik ponad tysiącletniej tradycji chrześcijańskiej i ciągle silnej pozycji Kościoła katolickiego w naszym kraju, chociaż ten ostatni jako instytucja zaczyna być często pomijany jako niezbędny pośrednik między ludźmi a Bogiem. Coraz częściej słyszy się o tzw. wierzących niepraktykujących czy poszukujących (ok. 38÷42%), tak więc bez względu na to jaki jest nasz osobisty stosunek do tego faktu, nie można go pomijać.

Fakt zaistniałej współpracy pomiędzy psychoterapeutami i teologami nie oznacza, że zanikły spory o to, co jest ważniejsze dla potencjalnego pacjenta – dusza czy psychika. Ja osobiście uważa, że i jedno i drugie. Niemniej dzisiejsza możliwość wyboru przez klienta rodzaju terapii i terapeuty, który – uważam – na życzenie pacjenta powinien określić się światopoglądowo, wydaje się przynosić dobre skutki. Mało tego, znany kierownik duchowy, ks. profesor Józef Augustyn twierdzi, że terapeuta, który nie proponuje swojemu klientowi, pracy w obszarze duchowości pacjenta, jest niekompetentny, gdyż redukuje jego człowieczeństwo jedynie do psychiki. Ten sposób myślenia o klientach psychoterapeutów zaproponował już wcześniej austriacki psychiatra i psychoterapeuta Viktor Emil Frankl.[5]

Dziś rzeczywiście możemy skorzystać zarówno z psychoterapii chrześcijańskiej, w której wiara w Jezusa Chrystusa jest podstawą pracy terapeutycznej, jak i terapii gdzie duchowość rozumiana jest bądź to jako niejednoznacznie określony element (rodzaj energii) świata niematerialnego, bądź to sferę psychiki człowieka (wytwór jego umysłu). W teorii jest możliwe połączenie wszystkich tych elementów, w praktyce zaś wygląda to trochę inaczej. Każde podejście ma swoich zwolenników i przeciwników. Większość jednak terapii – a już przynajmniej psychoterapii dla osób uzależnionych – z różnych powodów pozostaje bierna wobec duchowych potrzeb pacjenta i ogranicza się do tzw. mechanizmów choroby.

Innym powodem pomijania kwestii duchowych w psychoterapii osób uzależnionych jest stopniowa laicyzacja duchowej filozofii Anonimowych Alkoholików zawartej w ich programie Dwunastu Kroków i Dwunastu Tradycji, a w konsekwencji również i powstałego na bazie tej filozofii pierwszego profesjonalnego programu leczenia alkoholików zwanego modelem Minnesota. Model ten przez kolejne lata ulegał ewolucji, co skutkowało przede wszystkim tworzeniu wielodyscyplinarnych zespołów terapeutycznych, składających się m.in.: z trzeźwiejących alkoholików pełniących funkcje instruktorów terapii, psychologów i psychiatrów, jako specjalistów psychoterapii, lekarzy, pielęgniarek oraz tzw. doradców duchowych. Wdrażaniem polskiej wersji amerykańskiego modelu psychoterapii w 1986 roku zajął się dr Bohdan T. Woronowicz i zespół pracowników Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie oraz Fundacja im. S. Batorego w osobie W. Osiatyńskiego i jego żony Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej. Wersja modelu Minnesota zasadniczo nie odbiegała od amerykańskiej, ujmowała jedynie korekty wynikające z różnic mentalnych obydwu nacji i oprócz funkcji doradcy duchowego w zespołach terapeutycznych, której mimo usilnych starań nie udało się z różnych przyczyn wprowadzić, pozostałe „[…] założenia modelu Minnesota, leżą dziś u podstaw programów terapeutycznych prawie wszystkich placówek leczących osoby uzależnione od alkoholu w Polsce »chociaż niektórzy pracownicy tych placówek nawet o tym nie wiedzą«”.[6]

Przez długie lata w Stanach Zjednoczonych – a w Polsce właściwie do dzisiaj – związki programu Dwunastu Kroków AA z chrześcijańskimi korzeniami nie były specjalnie nagłaśniane, po to, by nie kojarzyć ruchu AA z jakimkolwiek światopoglądem czy przynależnością religijną, co też poniekąd udało się osiągnąć. Tymczasem wystarczy wrócić do początków powstania fenomenu samopomocy jakimi niewątpliwie są Anonimowi Alkoholicy, by zauważyć, że zarówno współzałożyciel AA Bill W. (William Griffith Wilson, 1895-1971), dr Bob S. (Robert Halbrook Smith, 1879-1950), czy Roland Hazard i Ebby Thacker, których świadectwa przyczyniły się do wytrzeźwienia Billa, jak i inni założyciele wspólnoty AA swoje wytrzeźwienie zawdzięczają czemuś, co moglibyśmy określić dziś jako doświadczenie duchowe, czy też bardziej precyzyjnie przeżycie religijne, by nie powiedzieć wprost – nawrócenie.

Na przykład Bill W. tak pisze o swoim doświadczeniu, po którym nigdy już nie wątpił w istnienie Boga i nigdy więcej nie sięgnął po alkohol: „Przerażająca ciemność otwierała się nade mną. W przerażającej agonii duchowej pomyślałem znów o raku alkoholizmu, który zżerał teraz mój umysł i ducha, a wkrótce i ciało. Zrobię wszystko, absolutnie wszystko! Jeśli Bóg istnieje, niech się ujawni!

Nagle mój pokój rozbłysnął nieopisanie białym światłem. Opanowało mnie uniesienie nie do opisania. Bladła przy tym wszelka radość, jakiej dotąd zaznałem. Światło i uniesienie – to one wypełniały mnie bez reszty. Wtedy oczyma duszy ujrzałem górę. Stałem na jej szczycie, a wiał wielki wiatr. Nie był to wiatr powietrza, lecz wiatr ducha. Z wielką, czystą siłą wiał wprost przeze mnie. Wówczas nadeszła porażająca myśl: «Jesteś wolnym człowiekiem». Nie mam pojęcia, jak długo trwałem w tym stanie, ale w końcu światło i uniesienie ustały. Znów ujrzałem ścianę mojego pokoju. Gdy nieco się wyciszyłem, ogarnął mnie wielki spokój, któremu towarzyszyło uczucie trudne do oddania. Przeniknęła mnie świadomość Obecności, która wydawała się podobna prawdziwemu morzu żyjącego ducha. Spoczywałem na brzegu nowego świata. Pomyślałem: «To musi być największa realność. Bóg kaznodziejów».

Rozkoszując się swym nowym światem, trwałem w tym stanie przez dłuższy czas. Czułem się zawładnięty przez absolut i pogłębiała się we mnie niezwykła pewność, że niezależnie od tego, jak złe mogą wydawać się nam różne rzeczy, niepodobna wątpić w ostateczną prawość panującą w świecie Boga. Pierwszy raz w życiu zyskałem poczucie prawdziwej przynależności. Wiedziałem, że jestem kochany i potrafię odwzajemniać miłość. Dziękowałem mojemu Bogu, który pozwolił mi zaznać Jego absolutnej jaźni. Choć byłem nadal pielgrzymem podążającym niepewnym szlakiem, już nie musiałem się martwić, bo zaznałem nadprzyrodzonej wolności”.[7]

Przeglądając literaturę Anonimowych Alkoholików, a szczególnie Wielką Księgę (teraz jest nowe wydanie) możemy znaleźć więcej podobnych doświadczeń, czy przeżyć. Widać tam, że założyciele i pierwsi członkowie Wspólnoty AA byli wyraźnie zainspirowani „więziotwórczym charakterem religii[8], co przełożyło się na bezpośrednie odwoływanie się do Boga w swoich osobistych doświadczeniach. I chociaż pierwsi AA-owcy ukuli termin „Bóg, jakkolwiek Go pojmujemy”,[9] to w zamyśle zawsze była mowa o Bogu osobowym; bardziej o Kimś niż o czymś. Pisze zresztą o tym sam guru psychoterapii uzależnień w Polsce prof. J. Mellibruda: „Zdaniem wielu osób praca nad Trzecim Krokiem bez osobowego wyobrażenia Boga jest dość abstrakcyjna, chociaż dla uniknięcia sporu z osobami niewierzącymi lub wątpiącymi na ogół o tym się nie mówi. Sądzimy, że warto pamiętać o źródle, z którego wyłoniło się rozpoznanie znaczenia problemu uznawania bezsilności oraz o współpracy z środowiskiem, w którym program Dwunastu Kroków jest fundamentem walki o trzeźwość”.[10]

Widać to równie dobrze w programie Dwunastu Kroków AA, który w pierwszych trzech Krokach mówi, że w wyniku bezsilności wobec alkoholu i niemożności dalszego kierowania swoim życiem, trzeba uwierzyć w Siłę Większą od nas samych, a następnie zawierzyć swoje życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy. Z kolei Czwarty i Piąty Krok to obrachunek moralny i wyznanie Bogu i ludziom swoich wad, błędów i złych czynów. Szósty i Siódmy Krok zachęca trzeźwiejących alkoholików do budowania postawy gotowości do zmian w swoim życiu, w oparciu o więź z Bogiem. Krok Ósmy i Dziewiąty to sugestia pracy własnej, mającej na celu naprawę szkód wyrządzonych bliźnim oraz kształtowanie postawy gotowości do poniesienia konsekwencji dawnego stylu życia. Krok Dziesiąty zaprasza do wytrwałości i niezaprzestawania samopoznawania siebie po to, by w Kroku Jedenastym poprzez modlitwę i medytację – narzędzia służące przemianie duchowej – poprawiać istniejącą już więź z Bogiem. W końcu Krok Dwunasty to zachęta, by owoce własnego przebudzenia duchowego nieść jako przesłanie innym alkoholikom.[11]

Warto też zwrócić uwagę na wcześniejszy rozdział Wielkiej Księgi, a mianowicie IV, pt. My – Niewierzący, który cały jest poświęcony trudnościom z jakimi może się zetknąć trzeźwiejący ateista lub agnostyk. Autor pokazuje jak łatwo wypaczyć obraz miłującego Boga Ojca patrząc na świat przez pryzmat własnych doświadczeń z dzieciństwa, czy też na wskutek postrzegania świata jako „[…] zwalczających się nawzajem ludzi, walczących ze sobą systemów teologicznych i nie wytłumaczalnych katastrof i klęsk”.[12] AA-owcy namawiają by mimo to nie zamykać się na nowe doświadczenia.

Wiele też o stosunku do Boga mówi Tradycja 2: „Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą[13]. W komentarzu do tej Tradycji Bill W. opisuje o tym jak to Bóg przemówił do niego przez innych ludzi.

Można by przytaczać więcej takich tekstów, do lektury których zresztą gorąco zachęcam.[14] Ja natomiast chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden fakt. Otóż warto również zobaczyć tło historyczne, w którym powstawało AA. Lata 30. ubiegłego wieku w Ameryce to okres kryzysu i wychodzenia na prosto po kuracji szokowej, jaką zafundowali sobie amerykanie w postaci prohibicji (1919 – 1933). To również czas rozkwitu psychologii i psychoterapii, a w szczególności psychoanalizy Zygmunta Freuda (pierwsza wiedeńska szkoła psychoterapii), psychologii głębi Carla G. Junga, psychologii indywidualnej Alfreda Adlera (druga wiedeńska szkoła psychoterapii) i logoterapii Viktora E. Frankla (trzecia wiedeńska szkoła psychoterapii). Próbowano wówczas leczyć psychoanalitycznie wszystkie dolegliwości psychiczne, a taką dolegliwością niewątpliwie był alkoholizm.

Ciekawym tego przykładem był przypadek jednego z pacjentów C. G. Junga, wspomnianego już wcześniej Rolanda H., który ten uznał za nieuleczalny. W liście do założyciela AA, Billa W., opublikowanym w styczniu 1963 roku, numerze The Grapevine, Jung m.in. pisał: „[…] alkohol w języku łacińskim, to ‘spiritus’, tego samego słowa używa się zarówno na określenie najwznioślejszego doświadczenia religijnego, jak i na określenie demoralizującej trucizny. Dlatego pomocna może być w tym wypadku formuła: „spiritus contra spiritum[15]; (duch kontra alkohol). Również w Wielkiej Księdze jest mowa o tym przypadku, tam dr Jung mówi: „Od czasu do czasu pojedynczy alkoholicy przechodzą przez to, co można nazwać ‘wstrząsem duchowym’. Dla mnie owe wydarzenia są swoistym fenomenem. Są rezultatem emocjonalnego i duchowego przestawienia się na inne tory. Idee, emocje i nastawienia, które kiedyś rządziły życiem tych ludzi zostają nagle odrzucone i zastąpione przez zupełnie nowe koncepcje i motywy”.[16] Dalej Jung mówi, że sam usiłuje tego dokonać metodami terapeutycznymi, jednak nie udaje mu się to. Widać tu pewną pokorę profesora Junga przed tym, czego do końca nie rozumie.

Można by ten wątek ciągnąc w nieskończoność, bowiem tyle rodzajów duchowości ile ludzi, dlatego kończąc, nie ukrywam, że duchowość jest moim swoistym konikiem. Interesuję się tym zagadnieniem odkąd zacząłem trzeźwieć, a więc od 1995 roku. Przez te lata wiele przeczytałem, wysłuchałem wiele świadectw, spikerek, ale też i wiele doświadczyłem – m.in. dwa nawroty choroby poprzedzone głęboką depresją, które ewidentnie odczytuję, jako swoiste kryzysy duchowe. Osobiście nie mam wątpliwości, że praca w obszarze duchowości – przynajmniej w moim wypadku i wielu poznanych przeze mnie osób – jest niezbędna. Ponadto uważam, że duchowość to przygoda poznawania siebie, która szuka odpowiedzi m.in. na takie pytania jak: dokąd zmierzam w życiu i czy to wszystko co robię ma jakiś głębszy sens. Z takimi dylematami każdy w swoim czasie będzie się musiał zmierzyć. Dlatego na koniec jeszcze jedna sugestia prof. Junga, który kiedyś tak powiedział współzałożycielowi AA, Billowi W.: „Każdy, kto osiągnął czterdziestkę i kto wciąż nie rozumie, kim jest, gdzie się znajduje, ani dokąd zmierza, stanie się neurotykiem – w mniejszym lub większym stopniu. Stanie się tak niezależnie od tego, czy jego potrzeby seksualne, materialne i społeczne zostały czy nie zostały zaspokojone”.[17]

 



[1] W badaniu CBOS z 8 listopada 2018 roku czytamy: „Z systematycznie prowadzonych przez nas badań wynika, że od końca lat dziewięćdziesiątych niezmiennie ponad 90% ankietowanych (92% − 97%), przy czym obecnie jest to 92%, uważa się za wierzących, w tym mniej więcej co dziesiąty (ostatnio co dwunasty) ocenia swoją wiarę jako głęboką. Odsetek osób zaliczających się do raczej lub całkowicie niewierzących pozostaje od lat stosunkowo niski (3%–8%).” Podobne wyniki badań podaje Katolicka Agencja Informacyjna i Główny Urząd Statystyczny. Źródło: https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2009/K_034_09.PDF; dostęp: 2018-12-09.

[2] Zob. m.in.: J.A. Kłoczkowski, Czym jest duchowość? – kontekst religijny i historyczny, [w:] A. Grzegorczyk, J. Sójka, R. Koschany, (red.), Fenomen duchowości, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2006; J.A. Wiseman, Historia duchowości chrześcijańskiej. Wybrane zagadnienia, Wydawnictwo WAM, Kraków 2009; K. Löwith, Historia powszechna i dzieje zbawienia, Wydawnictwo ANTYK, Kęty 2002; K. Leszczyńska, Z. Pasek (red.), Nowa duchowość w społeczeństwach monokulturowych i pluralistycznych, Zakład Wydawniczy NOMOS, Kraków 2008; B. Dobroczyński, Kłopoty z duchowością. Szkice z pogranicza psychologii, Wydawnictwo NOMOS, Kraków 2009; M. Libiszowska-Żółtkowska, S. Grotowska (red.), Religijność i duchowość – dawne i nowe formy, Zakład Wydawniczy NOMOS, Kraków 2010.

[3] Zob. m.in.: P.C. Vitz, Psychologia jako religia. Kult samouwielbienia. Oficyna Wydawnicza LOGOS, Warszawa 2002; W.K. Kilpatrick, Psychologiczne uwiedzenie. Brzemię własnego „Ja”. Świeckie pokusy, Tłum.: R. Lewandowski, Wydawnictwo „W drodze”. Poznań 1997.

[4] B. de Barbaro, Duchowość w psychoterapii – psychoterapia w duszpasterstwie, [w:] Wstęp, J.L. Griffith, M.E. Griffith, Odkrywanie duchowości w terapii, Wydawnictwo WAM. Kraków 2008.

[5] Zob.: V.E. Frankl, Homo Patiens. Logoterapia i jej kliniczne zastosowanie. Pluralizm nauk a jedność człowieka. Człowiek wolny, Wydawnictwo Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1984, tenże: Wola sensu. Założenia i zastosowanie logoterapii, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2010.

[6] B.T. Woronowicz, Na zdrowie. Jak poradzić sobie z uzależnieniem od alkoholu, Wydawnictwo Edukacyjne PARPAMEDIA, Warszawa 2008, s. 150.

[7] „Przekaż dalej”. Opowieść o Billu Wilsonie i o tym, jak posłanie AA ogarnęło cały świat. Wydawca Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2013, s. 130-131.

[8] I. Kaczmarczyk, Wspólnota Anonimowych Alkoholików w Polsce. Alkoholowe dno i co to znaczy trzeźwieć. Wydawnictwo Psychologii i Kultury ENETEIA. Warszawa 2008, s. 61.

[9] Charakterystyczne w filozofii Anonimowych Alkoholików jest określenie „Bóg, jakkolwiek Go pojmujemy”. Anonimowi Alkoholicy tak zdefiniowali swój program, by wykluczyć jednoznaczny związek z chrześcijaństwem, co miało nie zamykać drogi do trzeźwienia, niechrześcijanom i osobom niewierzącym.

[10] J. Mellibruda, Z. Sobolewska-Mellibruda, Integracyjna psychoterapia uzależnień. Teoria i praktyka, Instytut Psychologii Zdrowia PTP, Warszawa 2006, s. 165.

[11] Anonimowi Alkoholicy,  Wydawca Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2006,. rozdział 5.

[12] Tamże, s. 38.

[13][13] Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji, Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2005, s. 132-138.

[14] Z literaturą Anonimowych Alkoholików można się zapoznać na stronie: http://www.aa.org.pl/main/literatura.php?op=1

[15] Orginalny tekst brzmi następująco: „[…] Alcohol in Latin is ‘spiritus’, and you use the same word for the highest religious experience as well as for the most depraving poison. The helpful formula therefore is: spiritus contra spiritum.”, zob.: http://silkworth.net/pdfBillW/The-Bill-W-Carl-Jung-Letters-Jan-1963.pdf;  http://www.patriciaburke.com/godsearch.html; dostęp: 2018-12-20.

[16] Anonimowi Alkoholicy…, s. 22.

[17] Wilson W.G., The Best of Bill, Wydawca Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2015, s. 17.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.