Współuzależnienie. Rozwiązać problem...!?

Wstęp

To, że rodzina odgrywa istotną rolę w procesie rozwoju i uspołeczniania się człowieka nie budzi dzisiaj większych sprzeciwów wśród socjologów, choć czy to rzeczywiście ma być rodzina w obecnym kształcie i rozumieniu, to już inna kwestia. O rodzinie napisano już naprawdę sporo, przeprowadzono wiele badań, wysnuto wiele konkluzji, zbudowano wiele teorii. Nic jednak nie jest tak cenne, jak bezpośrednia obserwacja, a tu nie trzeba być naukowcem, żeby dostrzec ogromne zmiany, jakie dokonują się, zarówno w funkcjonowaniu samej rodziny i tego skutków, w postaci wychowania młodego pokolenia. Jako pedagoga resocjalizacji oczywiście najbardziej interesuje mnie patologizacja życia rodzinnego, a w szczególności – jako jeszcze terapeutę uzależnień – problem uzależniania się poszczególnych członków rodziny i zjawisko współuzależnienia, czyli też swego rodzaju uzależnienie.

Większość literatury, z którą się dotychczas zetknąłem podaje, że – nie umniejszając w tutaj roli ojca w wychowaniu młodego człowieka, szczególnie dużą rolę przypisuje się jednak matce, zwłaszcza jeżeli chodzi o pierwsze trzy lata życia dziecka, w którym to okresie, o ile nie zostaną stworzone odpowiednie warunki do właściwego rozwoju emocjonalnego dziecka, poprzez zaspokojenie tzw. potrzeb afiliacyjnych: miłości, bezpieczeństwa i przynależności emocjonalnej, może dojść do poważnych zaburzeń zarówno rozwoju psychosomatycznego jak i społecznego[1]. Dziś już nie trzeba wiele udowadniać, żeby uznać za fakt, że takimi podstawowymi zaburzeniami są dziś zaburzenia osobowości, uzależnienia (nie tylko od substancji psychoaktywnych) i pochodne tym zaburzeń, zjawisko współuzależniania się. Z moich osobistych doświadczeń (również tych wynikających z autopsji), jak i z doświadczeń pracy terapeutycznej moich koleżanek i kolegów psychoterapeutów, zdaje się to potwierdzać.

Ciągle jeszcze nie dość zbadanemu zjawisku współuzależnienia obecnie poświęca się coraz więcej miejsca, ale nie jest to pocieszająca wiadomość wiedząc, że dzieje się tak tylko na wskutek rozrastania się zjawiska. Sprawa głównie dotyczy kobiet i dzieci wychowujących się w rodzinach z problemem uzależnienia, chociaż coraz częściej spotyka się również mężczyzn uwikłanych w ten specyficzny syndrom. 

W poszukiwaniu istoty zjawiska

Kiedy wychodziła za niego wiedziała, że lubi sobie wypić, ale pomyślała sobie, że kiedy się ożeni, to się ustatkuje. Po za tym jej miłość i miłość do dzieci sprawią, że odstawi kieliszek i zajmie się nimi. Niestety po ślubie było już tylko coraz gorzej. Ani jej miłość, ani dzieci nie sprawiły cudu. Mąż pił coraz więcej i coraz częściej. Zaczęły się awantury, rękoczyny, bieda, dzieci się bały, nie chciały się uczyć itd., itd..

Opisana powyżej sytuacja, to klasyczny przypadek rozczarowania i niemocy wynikający z uzależnienia partnera życiowego. Życie z taką osobą stanowi ogromne obciążenie psychiczne i fizyczne, a niejednokrotnie i ekonomiczne dla całej rodziny. Codziennie obawiają się, co się stanie kiedy mąż/partner, tata wróci pracy (jeżeli pracuje!?). Czy będzie trzeźwy i nerwowy, czy pijany i wesoły, czy kompletnie zalany i agresywny. Życie z taką osobą to ciągły strach, niepewność, poczucie braku bezpieczeństwa i stabilizacji.  

To co dziś rozumiemy jako współuzależnienie, po raz pierwszy zostało zdiagnozowane w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat 70. Fachowcy obserwujący to zjawisko zauważyli, że głównie kobiety żyjące z alkoholikami wykazują pewne zaburzenia psychiczne i zachowują się nieracjonalnie.

Praktycznie od tego czasu ciągle trwa dyskusja czy współuzależnienie to choroba, czy inny rodzaj zaburzenia psychicznego. Pomimo 30 lat badań nad tym zjawiskiem[2], specjaliści ciągle spierają się o istotę syndromu współuzależnienia. Piśmiennictwo poświęcone współuzależnieniu nie dość, że nie potrafi uzgodnić w miarę jednoznacznej, powszechnie akceptowanej definicji tego zjawiska[3], to jeszcze bazuje na trzech – dosyć różnych od siebie – modelach opisowych, traktujących współuzależnienie bądź to jako: chorobę (model psychopatologiczny), zaburzenie osobowości (model zaburzeń osobowościowych) lub reakcję na stres (model adaptacyjny)[4]. Za pierwszą opcją w swoich publikacjach wypowiadała się Janet G. Woititz.[5] Jednak najbardziej opowiadał się za chorobowym ujęciem współuzależnienia amerykański psychiatra Timmen L. Cermak. W Polsce za tą opcją opowiadała się Ewa Woydyłło. Mimo wysiłków wielu naukowców i lekarzy współuzależnienie do dziś nie doczekało się swojej jednostki chorobowej, w przeciwieństwie do alkoholizmu.

Ale to akurat jest mało istotne dla kobiet borykających się z uzależnieniem swojego partnera czy dziecka. Faktem jest, że niezależnie od nazwy swojej sytuacji życiowej, te osoby bardzo cierpią i często nawet nie wiedzą czemu tak cierpią. Przecież wszystko robią, co do nich należy. Starają się, by dzieci były czyste, zadbane, chodziły do szkoły. Żeby mąż/partner miał uprane koszule, żeby był obiad, a mimo to są ciągle narzekania, kłótnie, wyzwiska. „Co robię nie tak, że on pije” – pytają pacjentki poradni odwykowych. „Może mnie już nie kocha. Gdyby mnie kochał, to by nie pił.” „Staram się i nic.” Szczytem starania się o JEGO dobro jest standardowe już w praktyce terapeutycznej pytanie tych kobiet w drzwiach gabinetów: „co ja mam zrobić, żeby ON nie pił, nie ćpał, nie bił…?”. I najgorsza w tym wszystkim jest wtedy bezradność terapeuty: „Nie wiem, co Pani ma zrobić, żeby on przestał pić” – najczęściej powtarzam – „ale wiem jedno, cokolwiek Pani nie zrobi, on i tak nie przestanie pić, dopóki mu będzie tak dobrze, jak jest obecnie”.

Smutny to paradoks, ale prawdziwy. Dopóki uzależniony nie zacznie ponosić konsekwencji swoich uzależnionych wyczynów, dopóty małe jest prawdopodobieństwo, że zacznie się zmieniać. To też taki trochę standard w pracy z osobami współuzależnionymi. 

Definicja współuzależnienia

Definicji współuzależnienia jest przynajmniej kilka i nie spotkałem się nigdzie ze stwierdzeniem, by którakolwiek z nich była na tyle wyczerpująca i oddająca istotę zjawiska, żeby nie było potrzeby badania tego syndromu dalej.

Taką najczęściej stosowaną – z racji, że jest uczona na szkoleniach do certyfikacji terapeutów uzależnień – to definicja autorstwa Jerzego Mellibrudy i Zofii Sobolewskiej-Mellibrudy, która mówi, że współuzależnienie to: „utrwalona forma funkcjonowania w długotrwałej, trudnej i niszczącej sytuacji życiowej, związana z patologicznymi zachowaniami partnera, ograniczająca w sposób istotny swobodę wyboru postępowania, prowadząca do pogorszenia własnego stanu i utrudniająca zmianę własnego położenia na lepsze.”[6] Termin „współuzależnienie” w tej koncepcji, odnosi się wyłącznie do osób dorosłych, będących w bliskiej relacji z osobą uzależnioną od alkoholu, narkotyków oraz wszelkich innych substancji uzależniających. Do niedawna termin ten stosowano wyłącznie w stosunku do rodzin z problemem alkoholowym.

To, że członek rodziny pije i destabilizuje sytuację rodzinną nie jest jeszcze wystarczającym warunkiem, że inni członkowie takiej rodziny stają się od razu osobami współuzależnionymi. Podobnie jest ze zjawiskiem przemocy domowej, ale o tym w innym artykule. To trudne do określenia, bo definicje współuzależnienia ciągle się zmieniają i ewoluują. Dlatego sam fakt bycia w związku z osobą uzależnioną nie jest wystarczający do rozpoznania współuzależnienia. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób osoba reaguje na picie partnera oraz ile jest w stanie poświęcić, aby utrzymać związek. Warto tez zaznaczyć, że powstawaniu współuzależnienia sprzyja silna zależność ekonomiczna i emocjonalna partnera. Niekorzystna jest również izolacja rodziny, słabsza pozycja zawodowa drugiej osoby oraz naciski otoczenia, by za wszelką cenę utrzymać związek.[7]

Sama osoba uzależniona z biegiem czasu coraz bardziej pogrąża się w nałogu, co oznacza coraz większą koncentrację na piciu (czy innym uzależnieniu). To samo dotyczy osób bliskich. Zaczynają się oni coraz mocniej skupiać na nałogu osoby uzależnionej i na tym jak mu pomóc, przez co często całkowicie zaniedbują swoje własne potrzeby. Ogólna charakterystyka osób współuzależnionych jest bardzo podobna do opisu funkcjonowania samych osób uzależnionych. Osoby te:

1.     przejawiają silną koncentrację zachowań, uczuć i myśli wokół picia osoby uzależnionej;

2.    działa system iluzji i zaprzeczenia: osoby szukają usprawiedliwienia dla picia lub zaprzeczają problemowi (np. „on ma ostatnio bardzo trudny okres w pracy – to dlatego”, „ma wrażliwy charakter”, „widocznie za mało się staram” itp.);

3.      ukrywają uzależnienie partnera przed resztą świata;

4.      starają się przejąć kontrolę nad uzależnieniem (np. wylewanie alkoholu do zlewu lub wręcz kupowanie alkoholu, by partner nie musiał wychodzić z domu, picie z nim, by miał mniej, itp.);

5.      przejmowanie odpowiedzialności za nałóg i niwelowanie skutków picia (np. dbanie o higienę uzależnionego, opłacanie jego długów, itp.);

6.      branie na siebie wszelkich obowiązków domowych, wyręczanie partnera w jego zobowiązaniach.

Niestety, jak już wcześniej wspomniano, wszystkie powyższe zachowania paradoksalnie jedynie umacniają uzależnienie. Osoba uzależniona nie ma szansy odczuć „na własnej skórze” skutków swojego nałogu i w rezultacie nie ma motywacji do zmiany swojego zachowania. Skoro bliscy osoby uzależnionej robią wszystko, aby ta nie straciła pracy, nie narobiła sobie zbyt wielu długów, by ludzie z zewnątrz niczego nie zauważyli, to uzależniony nie odczuwa potrzeby pomocy. On może spokojnie skupić się np. na piciu, ćpaniu podczas gdy całą resztą zajmie się najbliższa mu osoba i/lub cała rodzinka.

Oczywiście, wszelkie działania osób współuzależnionych biorą się z chęci pomocy i współodczuwania z uzależnionym. Kochają go i chcą mu pomóc i wciąż wierzą, że coś się zmieni. Problem w tym, że ich postępowanie nie przynosi żadnych konstruktywnych skutków. Wymienia się zasadniczo trzy schematy funkcjonowania osób współuzależnionych:

1.      nieudane próby zmiany sytuacji (np. kontrolowanie i nadopiekuńczość);

2.      nieudane próby wycofania się z sytuacji (np. straszenie odejściem, użalanie się);

3.      szkodliwe sposoby przystosowania się do sytuacji (np. izolowanie się od otoczenia, zachowywanie pozorów).[8]

Jak widać z powyższego nie łatwo wyjść tej pułapki psychologicznej. Nie wiem czy warto przytaczać więcej definicji i rozważań naukowych, bo to jeszcze bardziej zagmatwia i tak już zagmatwany problem. A trzeba by jeszcze tutaj wspomnieć przynajmniej o dwóch grupach współuzależnionych

Uzależniona współuzależniona

To dopiero jest misz-masz, swoiste dwa w jednym. Przepraszam, że ten ludzki dramat określam tak kolokwialnie, ale tu naprawdę nie wiadomo, o co chodzi i co było pierwsze. Otóż takie osoby, oprócz syndromu współuzależnienia wykazują również objawy uzależnienia (a więc choroby), co niestety ale dosyć się często się zdarza nie tylko w mojej praktyce terapeutycznej. Dotyczy to zarówno klasycznego współuzależnienia czyli żon, partnerek, współuzależnienia rodziców osób uzależnionych i przypadki Dorosłych Dzieci Alkoholików[9]. Bardzo dużo pacjentów uzależnionych, które trafiają do mnie na terapię wykazuje taką zależność, stąd moje szczególne zainteresowanie takimi przypadkami.

Odkąd pamiętam zawsze istniał dylemat, w którym momencie zająć się takim współuzależnieniem. Literatura różnie do tego podchodzi. Np. M. Beattie pisze, że uzależnieni „czasami nie mogą wytrzeźwieć, dopóki nie uporają się ze współuzależnieniem[10], ważną w jej ocenie jest też diagnoza czy „alkoholizm stanowi pierwotny, czy wtórny problem[11].

Z kolei P. Mellody pisze: „W rozpaczliwych usiłowaniach uwolnienia się od tych przytłaczających uczuć wielu współuzależnionych sięga po środki chemiczne, szukając w nich ulgi. Są wyjątkowo podatni na to, by stać się alkoholikami lub innego rodzaju nałogowcami. Uważamy, że współuzależnienie leży u podstaw takich nałogów i dostarcza im paliwa. Kiedy alkoholik lub osoba uzależniona od czegokolwiek innego wyrzeka się jakiegoś nałogowego zachowania lub środka chemicznego, na swej drodze wyleczenia będzie musiała stanąć twarzą w twarz z licznymi konsekwencjami oraz objawami współuzależnienia[12].

I dalej jeszcze pisze: „Uważam że u niektórych ludzi nałogi są odroślą rdzennych symptomów współuzależnienia[…]. Alkoholizm, uzależnienie od środków chemicznych, przymusowe objadanie się i inne nałogi są same w sobie chorobami, ale mogą być również pochodną choroby współuzależnienia. Jestem przekonana, że osoby współuzależnione niekiedy początkowo sięgają po alkohol, narkotyki czy jedzenie, aby złagodzić ową wyjątkowo bolesną rzeczywistość, jakiej zdrowi ludzie nie doświadczają[…] Zawsze kładę silny nacisk na to, by ludzie którzy leczą się z uzależnienia od jakiejś substancji chemicznej, sprawdzili, czy nie są również chorzy na współuzależnienie. Jeśli nałogowcy są osobami współuzależnionymi i nie zdają sobie sprawy z wpływu współuzależnienia na ich życie, a więc i z potrzeby wyleczenia się z tej choroby, trudno im robić postępy na drodze wyleczenia się z nałogu. Jeśli alkoholik lub narkoman zdoła porzucić substancję, od której jest uzależniony, może stać się osobą, z którą bardzo ciężko jest żyć i która sama czuje się fatalnie, dopóki nie wyleczy się również ze swojego współuzależnienia[13].

Czy problem współuzależnienia dotyczy tylko rodzin alkoholowych?

Inną, nierozwiązaną dotąd kwestią jest pytanie, czy współuzależnienie dotyka tylko członków rodzin z problemem alkoholowym[14], czy też jest zjawiskiem na tyle powszechnym w rodzinach dysfunkcyjnych, że skala tego zjawiska może nas zupełnie zaskoczyć. Podobne dylematy towarzyszą innemu zjawisku mieszczącemu się w kategoriach współuzależnienia jakim jest syndrom Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA). Tutaj również badania pokazują, że problemy tych ludzi, które ujawniają się dopiero w ich życiu dorosłym nie są tylko i wyłącznie występującymi u osób wychowujących się w rodzinach z uzależnionym rodzicem (czy rodzicami). Coraz częściej bowiem można spotkać się z takimi określeniami jak Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych (DDD), Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców (DDRR).[15]

Pozostawiając powyższe dylematy osobom bardziej kompetentnym, chcę tylko ciągle ukazywać, jak zawiłe jest to zjawisko i jak trudno pomagać takim osobom.

Pomoc osobom współuzależnionym

Dlaczego tak trudno pomóc osobie współuzależnionej? Oczywiście powodów jak zwykle jest kilka, ale zarówno z literatury przedmiotu, jak i moich osobistych obserwacji i obserwacji moich koleżanek i kolegów terapeutów wynika, że głównym problemem w skutecznym niesieniu pomocy tym osobom jest niesamowita trudność w dotarciu do nich samych. Po pierwsze się wstydzą, a po drugie tkwią w przekonaniu, że to nie oni są chorzy tylko alkoholik czy narkoman i to nie oni muszą się zmieniać, tylko on.

Nie ma tu miejsca na opisywanie skomplikowanych mechanizmów psychicznych, które powodują ów stan, a nawet gdyby się i podjąć tego zadania, trudno by było znaleźć te właściwe, bowiem i tu również specjaliści nie są zgodni. Mimo tych wszystkich trudności nie można jednak przejść obojętnie wobec problemów, z którymi borykają się te osoby i ich rodziny. Problemy te – jak wynika z powyższych definicji – są skutkiem wieloletniego wikłania się w różne chore interakcje, będące wynikiem niewłaściwego funkcjonowania poszczególnych członków rodziny, dlatego pyrrusowym zwycięstwem może się na przykład zaprzestanie picia przez ojca rodziny, w sytuacji gdzie osoba współuzależniona, jeżeli nie zajmie się na czas swoim syndromem, to i tak dojdzie do rozpadu rodziny. Praktyka terapeutyczna i samopomocowa niestety to potwierdza.

Żeby jednak nasze rozważania nie były li tylko narzekaniem i szukaniem dziury w całym, trzeba by zadać sobie pytanie: co więc na dziś można zrobić w tej sytuacji i co się już robi? Myślę, że wiele[16].

Co zrobić, żeby on przestał pić?

Podsumowując nasze krótkie przemyślenia, możemy dojść do logicznej konkluzji: gdyby nie było uzależnienia, nie byłoby współuzależnienia i w drugą stronę: gdyby nie było współuzależnienia nie byłoby uzależnienia. Wiem, że w tym momencie niektóre osoby mogą się oburzyć: CO! To ja jestem winna/y temu, że  mój mąż/żona, syn/córka piją!? Poniekąd mają rację, ale w tym momencie trzeba by zagłębić się nieco w ten problem, by zrozumieć, że po trochu tak jest.

Dlatego żeby skutecznie pomóc osobie współuzależnionej, trzeba zająć się jej podstawowym problemem, a więc uzależnieniem osoby jej bliskiej. Trzeba w tym miejscu też zauważyć, że kręcimy się w kółko, uzależniony → współuzależniona, współuzależnienie → uzależnienie. A może nie tędy droga?

Ponad 50 lat doświadczeń pracy terapeutycznej z osobami uzależnionymi w Polsce[17] pokazały, że choć na początku duży nacisk kładło się na pracę z osobą uzależnioną, a dopiero później z rodziną i otoczeniem, to dzisiaj się to diametralnie zmieniło[18] i to mnie bardzo cieszy. Tendencja by uzależnieniem zająć się już na poziomie rodziny i środowiska, w którym ta osoba żyje, okazuje się strzałem w dziesiątkę. Ja już od pewnego czasu w swojej praktyce terapeutycznej zauważyłem, że często nawet jak się uda jakiemuś uzależnionemu odstawić alkohol czy narkotyk, to i tak małżeństwa te najczęściej rozpadają się, a rodziny i tak idą starym torem i wcale nie zdrowieją. Więc może zamiast uzależnionym najpierw trzeba by zająć się jego otoczeniem? Oczywiście najlepiej byłoby ruszyć razem: uzależniony, współuzależniona, ale to niestety rzadko się zdarza, a jak już, to dużo terapeutów idzie jeszcze starym nurtem: „ty się zajmij sobą a ona sobą”, i często te osoby rozmijają się i rozchodzą – dosłownie. Bez pracy partnerem/ką życiowym i z rodziną nie ma sukcesu. To przecież wiadomo nie od dzisiaj. Tak zresztą pracują społeczności terapeutyczne czy oddziały leczenia zaburzeń osobowości i schizofrenii.

Bardzo dużo nowego spojrzenia i rozumienia zjawiska uzależnienia i współuzależnienia do mojej pracy z osobami uzależnionymi, a właściwie to teraz bardziej z osobami współuzależnionymi, wniosła książka brytyjskiego dziennikarza Johanna Hari „Ścigając krzyk”[19]. Autor w swojej książce przytacza badania i obserwacje naukowców ale i ludzi, którzy bezpośrednio zajmują się osobami uzależnionymi. Ukazuje cały system społeczny, który właściwie uniemożliwia skuteczne pomaganie alkoholikom czy narkomanom. Pokazuje jak skostniałe i skorumpowane są instytucje mające niby walczyć z narkomanią i innymi patologiami społecznymi. Jak właściwie niewiele, albo i zgoła już nic nie da się z tym wszystkim zrobić. Nie będę tu przytaczać wszystkich opisanych badań i wniosków, bardziej zachęcam do lektury (ja sam oprócz przeczytania książki, zagłębiłem się ciekawą bibliografię), to warto odnotować jedno, że dotychczasowa elegancka „farmaceutyczna teoria uzależnienia”[20], która mówi, że „uzależnienie jest skutkiem wielokrotnego, regularnego kontaktu z pewnymi substancjami chemicznymi o bardzo silnym działaniu”[21], nie koniecznie jest aktualna. Owszem, z punktu biologicznego to jest prawda – żeby mnie ktoś nie posądził o herezję – ale bez kontekstu społecznego niczego nie wnosi w leczenie uzależnienia i w tym sensie jest nieaktualna.[22]

Dalej autor cytuje wnioski z doświadczeń własnych i prowadzonych badań znanego lekarza Gabora Maté, który pisze, że „[…] nic nie jest uzależniające samo w sobie. Zawsze jest to połączenie uzależniającej substancji lub zachowania z podatną psychiką. Musimy więc zadawać sobie nadal pytanie: co wywołuje tę podatność?”.[23] I dalej pisze „To nieprzystosowanie jest fazą poprzedzającą sięganie po narkotyki”, „Nałogowe korzystanie z narkotyków jest objawem, a nie przyczyną osobistego i społecznego nieprzystosowania”.[24] Badania G. Maté’a przynosiły odpowiedź dlaczego ludzie z doświadczeniem traumy w dzieciństwie uzależniają się od narkotyków.

Ale istnieje też grupa ludzi, którzy pozornie mają szczęśliwe dzieciństwo i też się uzależniają. To z kolei badał wspomniany już wcześniej w przypisach prof. Bruce K. Alexander. Jego słynny eksperyment z „szczurzym parkiem” pokazywał, że „uzależnienie jest formą przystosowania”[25]. I tak pod koniec lat 70. wraz z kolegami z Uniwersytetu  Simona Frasera przeprowadził badanie, które bezpośrednio zakwestionowało pogląd, że narkotyki, a tym samym i inne substancje psychoaktywne same w sobie są przyczyną uzależnienia. Profesor chciał zwrócić uwagę, że to nie same narkotyki powodują uzależnienie, ale nałóg związany jest bezpośrednio z warunkami życia i bezpośrednio z tym, co rozumiemy pod pojęciem „szczęśliwe życie”.

By sprawdzić swoją hipotezę prof. Alexander stworzył dwa miejsca, w których przebywały szczury. Pierwszym były zwyczajne, laboratoryjne puste klatki przeznaczone dla pojedynczych szczurów, drugim był „SZCZURZY PARK” pełen zabawek, szczurzego towarzystwa i jedzenia. Był to specyficzny raj, w którym zwierzęta miały dostatek bodźców, zabawy i mogły się ze sobą swobodnie komunikować. Doświadczenie miało dać odpowiedź na pytanie: Co się stanie, gdy zmienimy szczurom środowisko? Czy będą dalej się narkotyzować?

Zarówno w „szczurzym parku”, jak i w każdej klatce wmontowano dwa poidełka. W jednym była woda wymieszana z morfiną, w drugim czysta woda. Eksperyment trwał przez 80 dni. Szczury podzielono na cztery grupy, każda liczyła od szesnastu do dwudziestu szczurów. Jedną umieszczono w izolowanych klatkach, a drugą w szczurzym parku. Grupy szczurów raz to umieszczano w izolatkach, to znowu je przenoszono do „szczurzego parku”. I co się w końcu okazało? Szczury zamieszkujące izolatki piły morfinę 19 razy częściej niż te umieszczone w szczurzym parku! Szczury z parku używały morfiny jedynie okazjonalnie.  „SZCZĘŚLIWE” szczury nie chciały pić wody z narkotykiem. Unikały jej. Szczury samotne i „NIESZCZĘŚLIWE” szybko popadały w głębokie uzależnienie. Szczęśliwym nie zdarzyło się to ani razu.

Profesor B. Alexander potem jeszcze kontynuował badania nad „szczurzym parkiem”. Faszerował szczury morfiną przez 57 dni – wystarczająco długo, by zdążyły się uzależnić, poczym przenosił je z izolatek do „parku”. I znów to samo. Przez krótki czas szczury wykazywały objawy odstawienne, ale szybko przestawały potrzebować narkotyku i wracały do zdrowia. W przyjaznym środowisku szybko dochodziły do siebie.

Ponadto profesor znalazł potwierdzenie eksperymentu ze szczurami z zachowaniem ludzi. Otóż podczas wojny w Wietnamie ponad 20% żołnierzy uzależniło się od heroiny. Statystycznie było to dwa razy więcej niż w całej populacji Stanów Zjednoczonych. Tymczasem po skończeniu wojny 95% „[…] heroinistów z wojska przestało sięgać po narkotyk. Odsetek ten był taki sam zarówno wśród narkomanów, których poddano leczeniu odwykowemu, jak i wśród tych, którzy nie podjęli żadnego leczenia. Niewielka grupa heroinistów trwała w nałogu. Okazało się, że wszyscy albo mieli trudna dzieciństwo, albo zażywali narkotyki już wcześniej, przed wyjazdem do Wietnamu[26]. No cóż, wystarczyło, że wrócili do szczęśliwego czytaj, bezpiecznego środowiska.

Jeszcze inne spostrzeżenie. Kiedy na wskutek blokady policyjnej udało się na jakiś czas wstrzymać dostawę heroiny do niektórych dzielnic miast szczególnie tych, gdzie występował duży odsetek narkomanów, dilerzy zaczęli sprzedawać narkomanom proszki, tzw. wypełniacze, podobne do heroiny, nie będące jednak narkotykami. Wg teorii farmaceutycznej konsekwencje braku heroiny powinny być oczywiste – zwijający się w bólu i omamach wynikających z głodu narkotykowego tłum narkomanów. Tymczasem „Bruce odkrył jednak ze zdumieniem, że stało się coś zadziwiającego. W mieście nie było heroiny, lecz wszyscy heroin iści zachowywali się niemal tak samo. Wciąż próbowali zdobyć pieniądze – kradnąc lub prostytuując się – by kupić ten bezwartościowy substytut. Nie dręczył ich głód narkotykowy. Nie przeżywali męczarni związanych z odstawieniem. Uważali, że heroina, którą kupują, jest słaba, więc uzupełniali ją większymi ilościami alkoholu lub Valium. Zasadniczo jednak nic się nie zmieniło.”[27]

 Ten i inne eksperymenty dały do zrozumienia, iż głód substancji psychoaktywnych ma silniejszy komponent psychiczny niż fizjologiczny, a budowanie WIĘZI z innymi ludźmi oraz ZAPEWNIENIE ODPOWIEDNICH WARUNKÓW ŻYCIA w społeczeństwie jest kluczem do ludzkiego SZCZĘŚCIA i spełnienia, w przeciwieństwie do IZOLACJI SPOŁECZNEJ czy NIEZAPEWNIENIA FUNDAMENTALNYCH POTRZEB EGZYSTENCJALNYCH.

Uzależnienie jest chorobą samotności[28] jak stwierdził jeden podopiecznych Gabora Maté.

Z kolei inny lekarz i uczony, twórca systemowej terapii rodzin, Murray Bowen, który przez wiele lat badał naukowo przyczyny i przebieg schizofrenii i w tym celu prowadził obserwację życia rodzin pacjentów ze schizofrenią. Swoje spostrzeżenia i wnioski z tych badań ujął w teorii systemów rodzinnych stwierdzając, że wszystkie rodziny są naturalnymi systemami w świecie ożywionym i jak wszystkie organizmy żywe podlegają prawom przyrody. W jednym z badań, tak pisze: Uderzyła mnie obserwacja, że gdy rodzice byli ze sobą emocjonalnie blisko i bardziej angażowali się w związek z partnerem niż pacjentem (dzieckiem), stan pacjenta się poprawiał. (…) Kiedy rodzice byli ze sobą emocjonalnie blisko, ich sposób postępowania z pacjentem nie mógł mu w żaden sposób zaszkodzić. Pacjent reagował równie dobrze na stanowczość, pobłażliwość, dogadywanie się, jak na każde inne podejście. Kiedy rodzice byli “emocjonalnie rozwiedzeni”, wszystkie sposoby postępowania były jednakowo nieskuteczne.

M. Bowen podkreśla, iż konkretne zewnętrzne zachowania rodziców nie oddziałują na dziecko tak silnie, jak ich emocjonalna bliskość. Bardzo też źle się wyrażał o psychiatrach, którzy uważali, że w przypadkach schizofreników, skutkuje tylko farmakologia.

Jeszcze inne nadania prezentowane przez dr Justynę Klingemann wskazują, że około 75% osób doświadczających problemu nie trafia nigdy na leczenie. Powody bywają różne: wstyd, niechęć do otrzymania „etykietki” alkoholika, negatywny społeczny obraz leczenia.

Wśród nich jest jednak spora grupa, która przezwycięża problem bez pomocy specjalistów. Państwo Klingemannowie w swoich pracach definiują SAMOWYLECZENIE jako „skuteczną zmianę zachowania postrzeganego jako problemowe: proces, do którego skłania motywacja do zmiany oraz siły indywidualne i społeczne, bez udziału lecznictwa czy też innej profesjonalnej interwencji[29].

Po dłuższej analizie wyłonić można kilka podstawowych strategii samowyleczenia: wykorzystanie okoliczności życiowych sprzyjających zmianie (np. problemy zdrowotne), wsparcie ze strony bliskich osób, głównie rodziny, wykorzystanie doświadczenia przezwyciężenia uzależnienia od innych substancji (np. „udało mi się rzucić palenie, to z piciem też sobie poradzę”), a także poszukiwanie wsparcia w sferze duchowej – religii, modlitwie.

Jak widać jest tego sporo. Czy nie warto czasem sięgnąć po za utarty szablon. Już przecież w 1940 roku David Levy, w swojej pracy opisującej rolę nadopiekuńczej matki w kształtowaniu się patologii (schizofrenii) u swoich dzieci, pokazał jak wielki wpływ na zdrowie psychiczne dzieci mają tzw. osoby znaczące.

Co w takim razie z alkoholikiem czy narkomanem?

No właśnie, co z nimi? Czy mamy ich zostawić w spokoju i zająć się systemem społecznym wokół nich? Moim zdaniem, tak, ale w tym sensie, że system sprawi, że będą zawsze ponosić konsekwencje swojego nałogu (odpowiedzialność prawna, cywilna i moralna), wtedy bowiem będą w stanie prosić o pomoc. To, że ktoś jest chory, nie znaczy, że wszystko mu wolno, bo taka jest jego choroba. Nieprawda. Jesteś chory, więc się lecz!

Oczywiście taki system istnieje i jest powołany do tego, by umożliwiać „[…] osobom i rodzinom przezwyciężanie trudnych sytuacji życiowych, których nie są one w stanie pokonać, wykorzystując własne uprawnienia, zasoby i możliwości[30], a więc na pewno osobom dotkniętym syndromem współuzależnienia, ale on też jest mało skuteczny. Są też inne organizacje[31] i instytucje współpracujące[32] z placówkami leczenia uzależnień i tu też dużo rodzin się rozpada. Kiedyś jedna z moich współuzależnionych pacjentek, kiedy zachęcałem ją do pójścia na mityng Al-Anon, powiedziała mi, że nie pójdzie, bo jej z kolei powiedziano, że tam każą jej rozwieść się z mężem, a ona tego na pewno nie chce.

Powyższe jednak badania i dotychczasowy dorobek terapeutów, ukazują, że osoby uzależnione i współuzależnione potrzebują większego zrozumienia istoty ich problemu.  

Jak już wspomniałem, alkoholika czy narkomana nic nie usprawiedliwia przed pójściem na terapię albo w miejsce, gdzie można mu pomóc. O ile przyczyny jego uzależnienia często można usprawiedliwić prawie zawsze niekorzystnymi warunkami, w których wzrastał (nadopiekuńczość czy liberalizm wychowawczy też jest patologią), to przyjęcie pomocy jest jego decyzją.

Uzależniony chcąc wyzdrowieć powinien podjąć trud walki z fizjologicznym głodem używanej przez siebie substancji czy zachowania, powinien zgłębić wiedzę na temat swojej choroby, powinien „oddać siebie” pod opiekę ludzi, którzy chcą mu pomóc i wykonać jeszcze wiele różnych zadań i czynności by uporać się z nałogiem. I specjalnie nie używam tu słowa „musi” a „powinien”, ponieważ każdy człowiek – nawet uzależniony – jest wolny w podejmowaniu decyzji, o przyjęciu oferowanej mu pomocy. Jeżeli jej nie chce przyjąć, to już jego decyzja, choć i tu może bardzo często wynikać z braku zaufania do ludzi, którzy bezinteresownie oferują pomóc. Osoby uzależnione, szczególnie te wychowane w poczuciu niskiej wartości, nie rozumieją tego, jak można chcieć się zajmować takim „nikim”, jakim te osoby się czują. I tu znowu wracamy do otoczenia osoby uzależnionej.

Trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że uzależniony i współuzależniona, mogą z różnych względów tak kręcić się wokół siebie – i tak niestety w większości przypadków się dzieje – że nie będą widziały potrzeby pójścia po pomoc i tu czasami niezbędna jest zdrowa (podkreślam zdrowa) interwencja osób najbliższych, ale o tym też innym razem.

Podsumowanie

Jak widać problem jest zawiły i to, co tu napisałem, to nie odkrywanie Ameryki. Problem ten zgłębiają już naprawdę kompetentni ludzie. To, co jednak boli, to fakt, że często podcina im się skrzydła. Polityka, korupcja, walka o przetrwanie niepotrzebnej już dziś instytucji, wymyślanie czasem bzdurnych teorii, by uzyskać tytuł doktora itd., to walka z wiatrakami, ale dla takich ludzi jak ja, liczy się fakt, że może ten artykuł pomoże chociaż jednej osobie i to już będzie sukces i nagroda, za włożony w to trud.

Może to mało znaczący wkład w zmianę ogólnego myślenia o uzależnieniu i współuzależnieniu, ale zawsze, to już jedna osoba więcej, która myśli inaczej

Literatura:

Biała J., Przemiany środowiska opiekuńczo-wychowawczego rodziny [w:] Matyjas B., Problemy teorii i praktyki opiekuńczej, Wydawnictwo Akademii Świętokrzyskiej, Kielce 2005;

Matyjas B., Dzieciństwo w kryzysie. Etiologia zjawiska, Wydawnictwo Akademickie ŻAK, Warszawa 2008.

Sobolewska Z., Współuzależnienie, „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” 2002, Nr 4/2002, s. 36-38.

Beattie M., Koniec współuzależnienia. Jak przestać kontrolować życie innych i zacząć troszczyć się o siebie, Media Rodzina, Poznań 2003.

Beattie M., Toksyczne związki. Anatomia i terapia współuzależnienia, Jacek Santorski & CO Agencja Wydawnicza, Warszawa 1993.

Margasiński A., Współuzależnienie po 30 latach – wyniki badań empirycznych, „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” 2009, Nr 2/2009, s. 19-23.

Margasiński A., Współuzależnienie i syndrom DDA w kontekście teorii i systemów rodzinnych Bowena, Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia 2010, Nr 1/2010, s. 14-19.

Cierpiałkowska L., Ziarko M., Psychologia uzależnień – alkoholizm, Oficyna Wydawnicza Łośgraf, Warszawa 2012.

Gąsior K., Funkcjonowanie noo-psychospołeczne i problemy psychiczne dorosłych dzieci alkoholików, Difin S.A. Warszawa 2012.

Woronowicz B.T., Uzależnienia. Geneza, terapia, powrót do zdrowia, Wydawnictwo Edukacyjne PARPAMEDIA, Warszawa 2009.

Grabowski G., Po co rodzinie uzależnienie? „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” 2008, Nr 2/2008, s. 20-23.

Sztander W., Co wnosi podejście systemowe do rozumienia rodziny alkoholowej? „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” 2007, Wydanie specjalne, s. 3-7.

Ustawa z dnia 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej (Dz.U. 2004 Nr 64 poz. 593).

ROZPORZĄDZENIE MINISTRA ZDROWIA z dnia 25 czerwca 2012 r. w sprawie organizacji, kwalifikacji personelu, sposobu funkcjonowania i rodzajów podmiotów leczniczych wykonujących świadczenia stacjonarne i całodobowe oraz ambulatoryjne w sprawowaniu opieki nad uzależnionymi od alkoholu oraz sposobu współdziałania w tym zakresie z instytucjami publicznymi i organizacjami społecznymi (Dz. U. z dnia 28 czerwca 2012 r.).

Klingemann H., Analiza porównawcza danych jakościowych zebranych w Warszawie (Polska), Bernie (Szwajcaria), Sztokholmie (Szwecja) i Frankfurcie (Niemcy) w ramach Międzynarodowego projektu badawczego „Percepcja  społeczna  samodzielnych prób przezwyciężania uzależnienia”. International Collaborative Study on“Societal Images of Natural Recovery from Addictions” SINR, Raport końcowy.

Sobell L., „Samoleczenie. Wyniki i konsekwencje dla leczenia uzależnień”,

materiały z konferencji szkoleniowej organizowanej przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, 2006.

Klingemann J., „Ja muszę Pani powiedzieć szczerze, że o tych problemach to nikt nie wiedział…” Metody badania populacji ukrytych- przykład zjawiska samowyleczenia z uzależnienia. „Prace Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji”, IPSiR UW 2010, Tom 16.

Żulewska J., Potencjał samouzdrawiający osób doświadczających problemów z alkoholem. Przegląd badań nad zjawiskiem samowyleczeń (1990-2004), „Alkoholizm i Narkomania” 2005, Tom 18, nr 4, s. 9-24;

Żulewska-Sak J., Dąbrowska K., Percepcja społeczna czynników udaremniających samodzielne przezwyciężenie uzależnienia – jakościowa analiza porównawcza, „Alkoholizm i Narkomania” 2005, Tom 18, nr 3, s. 63-77;

Klingemann J., Horyzonty zmiany zachowania nałogowego w Polsce. Wydawnictwo IPSiR Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2010;

Klingemann H., Klingemann J., Czy terapia jest koniecznością? Samowyleczenia a system lecznictwa [w:] Miller P.M. (red.) Terapia uzależnień. Metody oparte na dowodach naukowych, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2013;

Woronowicz B.T., Uzależnienia. Geneza, terapia, powrót do zdrowia, Wydawnictwo Edukacyjne PARPAMEDIA, Warszawa 2009;

Mellody P., Miller A.W., Miller J.K., Toksyczne związki. Anatomia i terapia współuzależnienia, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013.

Wegscheider-Cruse S., Nowa szansa. Nadzieja dla rodziny alkoholowej, Instytut Psychologii Zdrowia i Trzeźwości PTP, Warszawa 2000.

Rogala-Obłękowska J., Narkoman w rodzinie. Wskazania do terapii, Wydawnictwo: Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2002.

Hari J., Ścigając krzyk. Dzieje wojny z narkotykami, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.

Anonimowi Alkoholicy, Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2006;

Przekaż dalej. Opowieść o Billu Wilsonie i o tym jak posłanie AA ogarnęło cały świat, Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2013;

Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość. Krótka historia AA, Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2012;

The Best of Bill, Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2015;

https://www.huffingtonpost.com/johann-hari/the-real-cause-of-addicti_b_6506936.html , dostęp: 2019-03-21.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,147124,20633713,samotnosc-singli-otoz-nie-zycie-w-pojedynke-to-zycie-blizej.html?disableRedirects=true, dostęp: 2019-03-21.

http://www.brucekalexander.com/articles-speeches/rat-park/148-addiction-the-view-from-rat-park, dostęp: 2019-04-10

Sztander, W., Co wnosi podejście systemowe do rozumienia rodziny alkoholowej? „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia”, Wydanie specjalne 2007.

Bradshaw J., Zrozumieć rodzinę. Rewolucyjna droga odnalezienia samego siebie. Instytut Psychologii Zdrowia i Trzeźwości PTP, Warszawa 1994.

Yalom I.D. Psychoterapia egzystencjalna, Instytut Psychologii Zdrowia Polskie Towarzystwo Psychologiczne, Warszawa 2008.

Przesłanie Ojca Świętego do uczestników Międzynarodowej Konferencji na temat Problemów Narkomanii i Alkoholizmu zorganizowanej przez Radę Pontyfikalną do spraw Pomocy Duszpasterskiej Pracownikom Służby Zdrowia. Jan Paweł II, Watykan, 23 listopada1991 roku.

Dobroczyński B., Ekstaza, czyli odpoczynek od siebie, „List” 2008, nr 5/2008, s. 11.

Radochoński M., Teoria systemów rodzinnych Murray’a Bowena. „Problemy Rodziny” 5/6,1988, s. 52-61.

Satir V., Terapia rodziny, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2000.

Satir V., Rodzina: tu powstaje człowiek, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2000.

Mellibruda J., Sobolewska Z., Koncepcja i terapia współuzależnienia, „Alkoholizm i Narkomania” 1997, nr 3, s. 421-438.


[1] J. Biała, Przemiany środowiska opiekuńczo-wychowawczego rodziny [w:] Matyjas B., Problemy teorii i praktyki opiekuńczej, Wydawnictwo Akademii Świętokrzyskiej, Kielce 2005; Zob. też: Matyjas B., Dzieciństwo w kryzysie. Etiologia zjawiska, Wydawnictwo Akademickie ŻAK, Warszawa 2008.

[2] A. Margasiński, Współuzależnienie po 30 latach – wyniki badań empirycznych, Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia 2009, Nr 2/2009, s. 19-23.

[3] L. Cierpiałkowska, M. Ziarko, Psychologia uzależnień – alkoholizm, Oficyna Wydawnicza Łośgraf, Warszawa 2012.

[4] A. Margasiński, Współuzależnienie i syndrom DDA w kontekście teorii i systemów rodzinnych Bowena, „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” 2010, Nr 1/2010, s. 14-19, zob. też: L. Cierpiałkowska, M. Ziarko, Psychologia uzależnień…, op. cit., s. 213-226.

[5] J.G. Woititz, Małżeństwo na lodzie, Instytut Psychologii Zdrowia i Trzeźwości, Warszawa 1994 i Dorosłe Dzieci Alkoholików, Instytut Psychologii Zdrowia i Trzeźwości, Warszawa 1992.

[6] Z. Sobolewska, Współuzależnienie, „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” 2002, Nr 4/2002, s. 36-38.

[7] Z. Sobolewska-Mellibruda, Współuzależnienie – koncepcja i psychoterapia, „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” nr 4/2008, 5/2008, 6/2008.

[8] Tamże.

[9] K. Gąsior, Funkcjonowanie noo-psychospołeczne i problemy psychiczne dorosłych dzieci alkoholików, Difin S.A. Warszawa 2012.

[10] M. Beattie, Współuzależnienie. Przewodnik dla nowego pokolenia, Media Rodzina, Poznań 2011, s. 94.

[11] Tamże, s. 95.

[12] P. Mellody, A.W. Miller, J.K. Miller, Toksyczne związki. Anatomia i terapia współuzależnienia, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013, s. 11.

[13] Tamże, s. 72-73.

[14] Sobolewska Z., Współuzależnienie

[15] Szereg artykułów i publikacji na ten temat można m.in. znaleźć w Internecie, jak chociażby na stronie http://www.uzaleznienieodmilosci.pl/page/cz_dd/; dostęp: 2013-03-19.

[16] Nie ma tu miejsca na taką analizę, wartym jednak, chociażby tylko zaznaczenia tutaj, jest fakt coraz częstszego rozpatrywania przez specjalistów różnych patologii rodzinnych w kontekście tzw. podejścia systemowego. Analizując np. uzależnienie i współuzależnienie z tego punktu widzenia można zaradzić wielu – niedostrzeganym w innych kontekstach – problemom, mających swoje korzenie w wadliwym funkcjonowaniu całej rodziny, a nie tylko pijącego rodzica. Chodzi tu o dwie podstawowe właściwości podejścia systemowego – ekwipotencjalności (przyczyny wychodzące z tego samego źródła mogą powodować różne efekty) i ekwifinalności (różne źródła mogą prowadzić do takiego samego efektu), zob.: G. Grabowski, Po co rodzinie uzależnienie? „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” 2008, Nr 2/2008, s. 20-23; W. Sztander, Co wnosi podejście systemowe do rozumienia rodziny alkoholowej? „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” 2007, Wydanie specjalne, s. 3-7; A. Margasiński, Współuzależnienie i syndrom DDA…;

[17] Poprawa R., Alkoholizm jako choroba, w pół wieku po Jellinku, [w:] Gąsior K., Chodkiewicz J., (red). Leczenie alkoholików i członków ich rodzin. Perspektywa badawcza i praktyczna, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2010.

[18] Zob. Program: Krótkoterminowa terapia par – proces zdrowienia w uzależnieniu, PARPA

[19] J. Hari, Ścigając krzyk. Dzieje wojny z narkotykami, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.

[20] Tamże, s. 222.

[21] Tamże, s. 221.

[22] Zob.: badania profesora Bruce K. Alexandra: tamże, s. 236-248 i http://www.brucekalexander.com/articles-speeches/rat-park/148-addiction-the-view-from-rat-park, dostęp: 2019-04-10.

[23] Tamże, s. 228.

[24] Tamże, s. 229.

[25] Tamże, s. 246.

[26] Tamże, s. 248.

[27] Tamże, s. 242.

[28] Tamże, s. 251.

[29] Cyt. za: J. Żulewska, Potencjał samouzdrawiający osób doświadczających problemów z alkoholem. Przegląd badań nad zjawiskiem samowyleczeń (1990-2004), „Alkoholizm i Narkomania” 2005, Tom 18, nr 4, s. 9-24.

[30]  Ustawa z dnia 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej (Dz.U. 2004 Nr 64 poz. 593).

[31] Nie opisuję tutaj współpracy z takimi formami samopomocy jak: Al-Anon, Alateen, Alatot i grupy DDA, które bazują na filozofii i programie Anonimowych Alkoholików, organizacji samopomocowej powstałej w USA w latach 30. ubiegłego wieku, ponieważ są to organizacje pozarządowe, nie zobligowane prawnie do współpracy w ramach chociażby omawianego tutaj systemu. Ponadto ich pomoc opiera się nie profesjonalnych podejściach terapeutycznych, a na własnych doświadczeniach, którymi te osoby się dzielą się nawzajem. Zob.: Woronowicz B.T., Uzależnienia. Geneza, terapia, powrót do zdrowia, Wydawnictwo Edukacyjne PARPAMEDIA, Warszawa 2009, s. 279-302.

[32] Placówki leczenia uzależnień obliguje do takiej współpracy Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 25 czerwca 2012 r. w sprawie organizacji, kwalifikacji personelu, sposobu funkcjonowania i rodzajów podmiotów leczniczych wykonujących świadczenia stacjonarne i całodobowe oraz ambulatoryjne w sprawowaniu opieki nad uzależnionymi od alkoholu oraz sposobu współdziałania w tym zakresie z instytucjami publicznymi i organizacjami społecznymi (Dz. U. z dnia 28 czerwca 2012 r.).

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.